reklama

Długo się bałam tego dziedzictwa - Agata Tuszyńska dowiedziała się o swoich żydowskich korzeniach dopiero jako dorosła dziewczyna

Mazowsze

Mariola Zaczyńska 2022-07-03 11:16:57 liczba odsłon: 1879
Znana pisarka i reportażystka Agata Tuszyńska dowiedziała się o swoich żydowskich korzeniach dopiero jako dorosła dziewczyna. Fot. MZ

Znana pisarka i reportażystka Agata Tuszyńska dowiedziała się o swoich żydowskich korzeniach dopiero jako dorosła dziewczyna. Fot. MZ

W Siedlcach, swego czasu, dominowała społeczność żydowska. Stanowiła aż 70% mieszkańców, potem spadła do 50%. Ale II wojna światowa definitywnie zniszczyła ten świat. Żydzi umierali w gettach i w pobliskiej Treblince... Nie wszyscy z tych, co przeżyli, chcieli o tym strasznym czasie mówić.

reklama

Znana pisarka i reportażystka Agata Tuszyńska dowiedziała się o swoich żydowskich korzeniach dopiero jako dorosła dziewczyna. Z Agatą Tuszyńską rozmawia Mariola Zaczyńska.

- Była Pani w Treblince?

– Byłam. Dla mnie to najbardziej bolesne miejsce na mapie tego kraju. Tam zginęli członkowie rodziny ze strony mojej mamy.

- Wilga i Łochów to kolejne miasta związane z historią Pani rodziny. Tam w czasie okupacji przebywały Pani mama i babcia.

– Mam nawet zdjęcie z Łochowa mojej mamy Halinki i babci Deli, czyli jej mamy. Pracowały tam w gospodarstwie. To był krótki czas, kiedy mogły ukrywać się razem. Ale ktoś doniósł na nie. Babcia musiała odesłać dziewczynkę, która wyglądała bardzo po żydowsku...

- Potem ukrywały się oddzielnie. Trzynastoletnia Halinka pojechała do Wilgi na kolonie w 1944 roku. Mama miała ją odebrać.

– Była tam w lipcu i sierpniu. Czekała na mamę przez wrzesień, październik, aż do końca roku. Po inne dziewczynki przyjechali rodzice. Halinkę odebrał dopiero w styczniu jej ojciec, a mój dziadek, gdy wyszedł z oflagu w Woldenbergu. Przyjechał do Otwocka szukać żony, która pracowała jakiś czas w pobliskim pensjonacie. Ale już nie żyła. Zabił ją pocisk na rynku. Próbuję sobie wyobrazić, jak Halinka czeka na mamę. Zachowały się jej pełne niepokoju listy.

- Miała Pani 19 lat, gdy mama opowiedziała o Waszym żydowskim pochodzeniu.

– Jej marzeniem było, aby córka miała jasne włosy i niebieskie oczy, jej mąż, mój polski ojciec. Żeby nikt nigdy nie skazał jej na śmierć z powodu przynależności do żydowskiego narodu. Była szczęśliwa, że mam „dobry wygląd”.

- Ta rozmowa zmieniła Pani życie?

– Tak. Postanowiłam poznać historię mojej rodziny. Zaczęłam szukać śladów. Jeździłam do Łęczycy, gdzie mieszkali, szukałam w archiwach, rozmawiałam z mieszkańcami. Nie wiedziałam, że noszę w sobie żydowskie dziedzictwo. Że należę także do innego niż polski świata. Włożyłam dużo wysiłku, aby go poznać i zrozumieć. 

- I tak powstała książka „Rodzinna historia lęku”, ale także biografia „Singer. Pejzaże pamięci” i inne, w których pojawia się ten wątek. W ostatniej książce „Żongler”, o francuskim pisarzu Romainie Garym, również odnosi się Pani do własnych doświadczeń. Autor „Obietnicy poranka” Romain Gary urodził się w Wilnie jako Roman Kacew. Oboje jego rodzice byli Żydami. Długo ukrywał swoje pochodzenie.

– Dopiero pod koniec życia chętnie o tym mówił. Wcześniej sądził, że przybranie maski Francuza i europejczyka pomoże mu w karierze. I chyba chciał być jak najdalej od wojennej eksterminacji Żydów, wiedzy o tym, co się stało z jego ojcem, wileńską i warszawską rodziną. Miałam wrażenie, że nie chciał o Zagładzie wiedzieć. Dla mnie to ważny element mojej tożsamości. Świadomość, że ci ludzie zostali zabici, unicestwieni. Odebrano im życie, a potem przez zapomnienie, także miejsce w polskim pejzażu.

- „Nikt dziś nie dba o ślady, a już na pewno nie o przeszłość” – napisała pani w „Żonglerze”. To przejmujące dzieło, także dzięki Pani bardzo osobistym wątkom.

– Milczenie mojej mamy o pochodzeniu sprawiło, że ja się tego dziedzictwa długo bałam. Uważałam, że jest bólem, naznaczeniem, musiałam je w sobie oswajać. Mówię o sobie: jestem Polką i Żydówką. Moim adresem jest Warszawa, tu się urodziłam. To moje miasto, wspaniałe, choć nie najpiękniejsze. Trzeba umieć je czytać warstwami przeszłości. Bo historia jest w większości ukryta gdzieś pod spodem. Chciałabym wziąć kiedyś udział w takiej wielkiej rekonstrukcji jak w Siedlcach, gdzie przywrócono ten świat sprzed lat, by wydobyć ślady i pielęgnować pamięć.

- W moim regionie politycy odwołują się w kampaniach wyborczych do tradycjonalizmu, wiary,
konserwatyzmu. Zupełnie zapomnieliśmy, że na tych ziemiach nawet 70% ludności było innego  wyznania.

– Polska znowu zaczyna być krajem homogenicznym, w którym króluje jedna rasa i jeden kościół. Przed wojną tak nie było, mieszkali tu Żydzi, Niemcy, Ukraińcy, Rusini. Mieliśmy wiele nacji i w tym tkwiło bogactwo tego kraju. Wielokulturowość jest twórcza. Ciągle przeżywam szok, wracając na przykład z Paryża do Warszawy – tu wszyscy są biali! A przecież w różnorodności jest obfitość, w wielości zasobność: inna religia, inne poglądy, cechy charakteru, zdolności. Można to rozwijać w pięknym dialogu, a tymczasem z góry i na wszelki wypadek nienawidzimy obcych. Zamiast ich poznać, wolimy opluć, zamiast ciekawości pielęgnujemy nienawiść. To mnie deprymuje, nie mogę tego zrozumieć. Ten kraj prezentuje teraz totalny brak tolerancji, odrzuca innych.

- Kiedyś otwieraliśmy się na świat, teraz jakbyśmy się zamykali.

– Bo rządzą nami ludzie, którzy najwyraźniej z tego kraju nie wyjeżdżają, nie znają języków, nie wietrzą się na świecie. Każdy człowiek powinien zobaczyć, jak jest gdzie indziej. I wtedy może się dumnie nazywać Polakiem, gdy wie, w jakiej występuje różnorodności, w jakim świecie żyje. Zamykanie drzwi, by w tym polskim zaduchu pielęgnować biało-czerwony model historii i dumy narodowej, w której nie ma miejsca dla nikogo innego, właściwie mnie brzydzi.

- Romain Gary to jeden z moich ulubionych pisarzy. Nie spodziewałam się, że kupując jego biografię, „Żonglera”, znajdę w niej tak piękne odniesienia do naszej trudnej historii i do problemu szukania tożsamości. Ale nie mogę pominąć też roli krytyki literackiej, której był ofiarą. Dziś byśmy powiedzieli, że spotkał go hejt...

– ...Z którym sobie po mistrzowsku poradził, ośmieszając krytyków i robiąc z nich durni.

-  Wyjaśnijmy, że jako zdobywca prestiżowej Nagrody Goncourtów został później przez krytyków
uznany za „skończonego”, wypalonego, bezwartościowego. Wtedy napisał pod pseudonimem Emil Ajar głośną powieść „Życie przed sobą” i... ponownie zdobył tę nagrodę, chwalony przez tych
samych krytyków za świeżość i geniusz.

– Ja bym wolała, żeby po daniu prztyczka w nos krytykom ujawnił się, przeżył triumf. Wykrzyczał, że to jego docenili, tyle że w przebraniu. Przecież on to obserwował, nadal pisał w dwóch wcieleniach. I jako Gary był krytykowany, a jako Ajar wynoszony na piedestał. Jednak zamiast wyjść z cienia, dać poznać prawdę dziennikarzom, wynajął kuzyna, który grał jego rolę. Tak się uwikłał w tę mistyfikację, że mając 66 lat, strzelił sobie w głowę.

-  Ale dodajmy, że chorował też na depresję...

– Przez całe życie depresja żonglowała jego nastrojami. Albo był na szczycie, albo w ciemności. Amerykański pisarz Paul Auster radzi pisarzom nieczytanie recenzji, jeśli chcą zachować zdrowie psychiczne.

- A Pani czyta recenzje?

– Niestety, czasem mi się to zdarza. Rzeczywiście tak jest, że złośliwość i nieprzychylność niszczą radość obcowania z książką. Potrafi zaburzyć zachwyt i pochwały. Ale jestem już za bardzo doświadczona, aby się tym przejmować. Niekrytykowani są tylko ludzie, którzy nic nie robią. 

reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.