reklama

Siedlecki „doktor” skazany! Dwa lata więzienia po śmierci pacjentki

Siedlce

Justyna Janusz 2022-12-01 09:10:35 liczba odsłon: 18782
Siedlecki „doktor” skazany Zdjęcie symboliczne fot. MS

Siedlecki „doktor” skazany Zdjęcie symboliczne fot. MS

Jest wyrok w głośnej sprawie!

reklama

Siedlecki sąd skazał właściciela przychodni medycyny niekonwencjonalnej na 2 lata pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci jednej z pacjentek i za narażenie kolejnej osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

„Doktor” nie będzie mógł prowadzić działalności jako bioenergoterapeuta przez najbliższe 4 lata. Wyrok nie jest prawomocny. „Doktor” zapewne złoży apelację.

Sprawa toczyła się przed Sądem Rejonowym w Siedlcach ponad rok. Zawiadomienie złożyli mąż i siostra kobiety, która zmarła po leczeniu u siedleckiego doktora biomedycyny. Kilka lat temu prowadził biuro kredytowe, potem założył „klinikę” w Siedlcach. Razem z nim w przychodni medycyny niekonwencjonalnej pracują żona, córka i syn. Nie ma wzmianek, by którekolwiek z nich ukończyło medycynę.

Teraz pisze o sobie, że jest „wybitnym znawcą z zakresu nowych kwantowych technologii stosowanych w medycynie” i „specjalistą w zakresie(...) biomedycyny oraz psychologii kwantowej”. Miał ukończyć medycynę energoinformacyjną w Moskwie i szkolić się tam m.in. z okulistyki i ginekologii. Chwali się, że pomógł setkom osób. Jak wynika z cennika na stronie firmy, diagnostyka kosztuje 600 zł, a pierwsza wizyta pary, która chce się wyleczyć z niepłodności – 1,2 tys. zł.

O sprawie pisaliśmy już 1,5 roku temu, gdy Prokuratura Okręgowa w Siedlcach wszczęła śledztwo w sprawie praktyki biodoktora. Zawiadomienie złożyli mąż i siostra kobiety, która zmarła po leczeniu w siedleckiej „klinice”.

Przypomnijmy: pani Lidia i jej mąż Marcin niemal równocześnie dowiedzieli się, że chorują. Ona na nowotwór piersi, u niego zdiagnozowano guza nerki. Był sierpień 2017 toku. Pan Marcin miał umówiony zabieg w szpitalu, ale kiedy od znajomego usłyszał o „lekarzu” z Siedlec, który leczy wiele chorób, postanowił pojechać na konsultację.

– Podczas pierwszej konsultacji „doktor” powiedział im, że nie mają nowotworów – mówiła nam siostra Lidii. -  Że ona ma jedynie przewlekłą boreliozę, a on włosień spiralny otorbiony na nerce. Przekonywał: Dajcie spokój z tym rakiem. Siostrę wręcz wyśmiał, przekonał ją, żeby nie podejmowała leczenia onkologicznego, a szwagra, żeby zrezygnował z zaplanowanej operacji usunięcia nerki. Oboje nie podjęli leczenia za jego namową.

Pełna traeść artykułu dostępna w papierowym i e-wydaniu „TS” nr 48. 

Komentarze (18)

Komentarz został dodany

Twój komentarz będzie widoczny dopiero po zatwierdzeniu przez administratora

Dodanie komentarza wiąże się z akceptacją regulaminu

  • najstarsze

  • najnowsze

  • popularne

reklama
reklama
Klauzula informacyjna
Szanowny Użytkowniku

Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” zaktualizowała swoją Politykę Prywatności. Portal tygodniksiedlecki.com używa cookies (ciasteczek), aby zapewnić jak najlepszą obsługę naszej strony internetowej. Wydawnicza Spółdzielnia Pracy „Stopka” i jej Zaufani Partnerzy używają plików cookies, aby wyświetlać swoim użytkownikom najbardziej dopasowane do nich oferty i reklamy. Korzystanie z naszego serwisu oznacza to, że nie masz nic przeciwko otrzymywaniu wszystkich plików cookies z naszej strony internetowej, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Można zmienić ustawienia w przeglądarce tak, aby nie pobierała ona ciasteczek.